Opis
Bojowcy Socjalistycznej Organizacji Bojowej byli pierwszymi, którzy oddali strzały w dniu wybuchu powstania warszawskiego. Pierwsza walka 1 sierpnia 1944 roku odbyła kilka godzin przed Godziną W.
Około godziny 13.30 komendant główny Socjalistycznej Organizacji Bojowej Włodzimierz Kaczanowski ps. “Michał” był w kotłowni Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ulicy Suzina. Było to miejsce gdzie dwie kompanie Oddziałów Wojskowych PPS i 30-osobowa grupa jego podkomendnych z SOB, odbierały broń z zakonspirowanego magazynu. Wtedy pojawili się niemieccy żandarmi i zaczęła się strzelanina. W tej walce zginęli pierwsi powstańcy, socjaliści, w tym sam Kaczanowski.
Bojowcy SOB stawili się w rejonie WSM na Żoliborzu 30 lipca z przydziałem do batalionu OW PPS im. Jarosław Dąbrowskiego i zostali zakwaterowani w prywatnych mieszkaniach.
Jednym z nich był Maciej Weber.
“Dzieliłem pokój razem z Wiktorem Merenholcem i po całych dniach słuchaliśmy radia, na przemian z Londynu i Moskwy. Włodek Kaczanowski na krótkiej odprawie zaznajomił nas z zadaniem naszego batalionu na wypadek ogólnej akcji zbrojnej na terenie Warszawy. Mieliśmy zająć tzw. Fort Bema gdzie mieściły się magazyny broni.Wydawało nam się, że Warszawa zostanie zajęta lada dzień przez wojska radzieckie, a nasze wystąpienie ograniczy się do demonstracji zbrojnej. 1 sierpnia, w godzinach wcześnie rannych, Włodek Kaczanowski zebrał dowódców plutonów i zawiadomił, że dziś o 17 wszystkie oddziały AK rozpoczynają atak na niemieckie zgrupowanie w mieście.”
Kolejny bojowiec SOB Juliusz Saloni wspominał, że ostatnią noc przed wybuchem powstania spędził Kaczanowski ze swoimi współtowarzyszami czuwając z głową na chlebaku i z pistoletem pod ręką, wyczekując hasła do rozpoczęcia walki. „Nazajutrz rozmawiałem z Włodkiem o ostatnich wypadkach w Warszawie, o Armii Czerwonej między Wisłą a Bugiem, o szansach powstania, miny mieliśmy niewesołe”.
Niemcy dowiedzieli się o powstańczym zgrupowaniu w kotłowni WSM prawdopodobnie od konfidenta. W książce „Żołnierze trzech strzał” Wojciech Sulewski tak opisał przedwczesny początek powstania:
„Żandarmi nadeszli z dwóch stron, od ulic Słowackiego i Krasińskiego, kierując się wprost na kotłownię. Szli długimi kolumnami, rozciągniętymi pojedynczo pod ścianami domów. Wielkie, stalowe hełmy rzucały na ściany szare cienie, a gdzieś od Stołecznej nadjeżdżał za nimi czołg. Gdy pierwsi żandarmi znaleźli się na wysokości kotłowni, z jej okien padły strzały. Pobierający broń żołnierze OW PPS i SOB nie dali się zaskoczyć. Ale salwy polskich pistoletów utonęły od razu w warkocie żandarmskich automatów. Czołg, który wyjechał zza zakrętu, nagle się zatrzymał. Stalowa wieża obróciła się trochę w lewo i działo błysnęło ogniem. Na ostrzeliwujących się z kotłowni socjalistów poleciały cegły, płaty tynku i resztki szyb. Następne pociski wybiły dziury w ścianach budynku. W kotłowni byli już pierwsi ranni. Komendant główny SOB, Włodzimierz Kaczanowski, widząc, że kotłownia stanie się za chwilę wspólnym grobem zamkniętych w niej żołnierzy, postanowił urządzić wypad i przebić się na Marymont. Tam, w ogródkach, laskach i na skarpach, komendant „Michał” miał nadzieję zgubić pogoń i w ten sposób ocalić znajdujące się na ulicy Suzina oddziały.
Na dany znak żołnierze SOB i OW PPS wyskoczyli z kotłowni i pobiegli w stronę ulicy Słowackiego. Wypad zaskoczył żandarmów i powstańcy bez strat osiągnęli róg ulic Suzina i Sierpeckiej, gdzie wokół stanowiska działa przeciwlotniczego wybuchła krótka, gwałtowna walka. Rzucone przez żołnierzy SOB granaty ręczne zlikwidowały niemieckich artylerzystów, ale z głębi ulicy Suzina szedł już gęsty ogień broni maszynowej. Osłaniani przez czołg żandarmi ruszyli za powstańcami.
Ponosząc ciężkie straty, Polacy przebijali się w stronę Marymontu. Po przejściu ulicy Słowackiego wyszli na odsłoniętą skarpę rozciągającą się wówczas nad placem Lelewela. I tam właśnie uderzył w nich, z kilku stron, ogień ciężkich karabinów maszynowych. Oddziały polskie poniosły wtedy dotkliwe straty, a między innymi poległ Włodzimierz Kaczanowski”.
Zginął wtedy również dowódca warszawskiej SOB Jan Rosieński i kilka osób z aktywu kierowniczego organizacji.
Włodzimierz „Michał” Kaczanowski został pośmiertnie awansowany do stopnia majora. 19 czerwca 1947 roku wdowa po Włodzimierzu, Jadwiga Kaczanowska, odebrała w jego imieniu Krzyż Virtuti Militari.
W miejscu gdzie odbyło się starcie powstańców z wojskami niemieckimi przed Godziną W, na rogu ulic Suzina i Adama Próchnika jest tablica pamiątkowa.
Socjalistyczna Organizacja Bojowa “urodziła się” w głowie Leszka Raabego, jednego z wybitnych działaczy przedwojennego Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, a w czasie okupacji twórcy organizacji “Gwardia”. Miał duży autorytet wśród młodych socjalistów i wokół niego skupili się młodzi działacze socjalistyczni z ZNMS, koła ‘Spartakusa”, którzy m.in. stworzyli konspiracyjną organizację “Płomienie”. Jednym z nich był wspomniany wcześniej Maciej Weber.
“Pamiętam nasze pierwsze spotkanie z przywódcą tej grupy (“Gwardii”) Leszkiem Raabe, którego pamiętałem sprzed wojny ze spotkań koła Spartakusa w gimnazjum im. Poniatowskiego, kiedy przychodził delegowany przez opiekujący się nami ZNMS. Poszliśmy na to pierwsze spotkanie z Jankiem Strzeleckim, a to co mówił Leszek wywarło na nas duże wrażenie. Między innymi Leszek mówił na temat konieczności utworzenia odrębnej organizacji bojowej, która nawiązywałaby do tradycji bojowych PPS z 1905 roku. Myślę, że już wtedy rodziła się geneza utworzenia takiej grupy bojowej, co później zostało sfinalizowane pod postacią Socjalistycznej Organizacji Bojowej.”
Wstępny kształt organizacji zarysował się jesienią 1942, a urzeczywistnił w marcu 1943. SOB w Warszawie liczyła ok. 400 osób, a w okręgach lwowskim, kieleckim i częstochowskim było jeszcze ok 200 kolejnych bojowców. Wydawała własny biuletyn informacyjny “Żołnierz-Rewolucjonista”, a jego twórcy tworzyli jeszcze niezależny dziennik “Demokrata”. Jej symbolem były trzy strzały.
Mimo różnic ideowych pomiędzy WRN a młodymi socjalistami tworzącymi SOB, którym bliżej było do np. Adama Próchnika czy Stanisława Dubois oraz do szeroko pojmowanego środowiska partii Polskich Socjalistów, z przyczyn pragmatycznych i oragnizacyjnych Leszek Raabe związał SOB z Armią Krajową. Organizacja była częścią “Kedywu” jako jedna z jej grup bojowych, zachowując przy tym niezależność organizacyjną w pracy ideowo-wychowawczej. Jej trzon kierowniczy stanowiła młodzież akademicka, a w grupach dywersyjnych dominowała młodzież robotnicza.
SOB zajmowała się zbrojną dywersją, akcjami odwetowymi, partyzantką, małym sabotażem czy akcjami filmowania życia w okupowanej Warszawie, a filmy przerzucano do Londynu. W czasie powstania w getcie bojowcy dwukrotnie przeprowadzili akcje wspierające walczących towarzyszy z ŻOB, niszcząc np niemieckie gniazda karabinów maszynowych.
Twórca SOB Leszek Raabe zniknął bez śladu w grudniu 1943. Jego towarzysze szukali go w kostnicach czy w siedzibie Gestapo na Szucha, bez powodzenia. Według jednej z teorii został zatrzymany przez Niemców, wywieziony do Berlina i tam stracony, ale to tylko hipoteza. Następcą pierwszego komendanta SOB, został jego zastępca Włodzimierz Kaczanowski.











Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.